Teksty na każdy temat (reklama ,)

Zerkając do tyłu Melnibonéanin ujrzał Kapitana stojącego przy relingu. Niewidoma twarz zwrócona była ku wyspie. Blade wargi poruszały się, jak gdyby mężczyzna coś do siebie szeptał. Woda teraz sięgała im już do pasa. Piasek pod nogami Elryka stwardniał i stał się litą skałą. Parli dalej, zmęczeni, gotowi stawić czoło obrońcom wyspy, kimkolwiek by oni byli. Mgła poczęła się rozwiewać, jak gdyby nie miała żadnej mocy nad stałym lądem. Spodziewany atak nadal nie następował. Wszyscy mężczyźni mieli zatknięte za pas pochodnie, których końce owinięte były nasiąkniętymi oliwą szmatami tak, aby nie zamokły, zanim nadejdzie czas ich zapalenia. Każdy z nich miał, również w wiszącej u pasa sakiewce, puzderko z tlącą się hubką, która miała posłużyć do rozniecenia płomienia. Tylko ogień może całkowicie zniszczyć naszych wrogów powtórzył Kapitan, wręczając im pochodnie i puzderka. Rozwiewająca się mgła odsłoniła krajobraz pełen mrocznych cieni. Rozciągały się one nad czerwonymi skałami i żółtą roślinnością, przybierając kształty i rozmiary najrozmaitszych przedmiotów. Wydawało się, że zjawiska te powstają dzięki jaśniejącemu nad wyspą w wiecznym zenicie purpurowemu słońcu. Najdziwniejsze jednak było to, że nie miały one żadnego widocznego źródła.

(Reklama: )



\